Przypadek

Długo by mówić, a i tak nie trafi. Długo by powtarzać, a nie zapadnie w pamięć. Ba! Długo by krzyczeć, a nie będzie wysłuchane. I co? I te pe, i te de. Czasem wystarczy jednak drobiazg, słowo, prawie nic, by przykuć czyjąś uwagę do reszty. I nieważne, że dzięki przejęzyczeniu. Nieważne, naprawdę. "Każdy z nas powinien gromadzić bogactwo nie tylko dla siebie, ale po to, by wspierać innych. W tym kur*a... hmm... przypadku opatrzność Boża będzie postrzegana jako solidarność " - powiedział niedawno papież Franciszek, i pierwszy raz od lat sprawił, że wsłuchałem się w głos kościoła.

I był to głos nie byle jaki. Mądry. Tyle że dalej co? Tyle że dalej jak? Dalej jak opiumista biegniemy za głosem serca, by na końcu stwierdzić, że jesteśmy w dupie, dalej idziemy za głosem rozsądku, choć to oddala nas od marzeń, dalej wleczemy się przez pustynię pytając o jej piękno i sens. A pustynię upiększa samo poczucie, że gdzieś za wydmą jest studnia. I co? I te pe, i te de. Studnię spowija delikatna mgła, tyle że mniej w niej pasm solidarności, więcej pasm pragnienia.

Każdy z nas ma w sobie jakąś studnię, nie każdy daje ją odkryć innym. Nie każda studnia jest dość głęboka, by powstało echo. Nie do każdej studni chcemy się przyznać. "Zjadłaś dziś wszystko na obiadek w przedszkolu, słoneczko?" - spytała mama po przyjściu do domu. "Tak - odpowiedziała córka. - Ale chciałbym wypluć marchewkę". "Jak to?" - dopytywała mama. "No bo marchewkę trzymam jeszcze w buzi".

* - jak doniosły internety, Franciszek zamiast powiedzieć caso, czyli przypadek, przejęzyczył się i użył obraźliwego cazzo: ch... / kur...

67 komentarzy:

  1. :D przejęzyczenia niekiedy mają szczególny sens ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. ale że ile ona z tą marchewką ... ?? ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. ...ale czy na pewno przejęzyczenie, czy bardziej wypowiedzenie przez przypadek tego co się na prawdę myśli. Marchewka - czad... :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, jako wzmocnienie przekazu... Kto wie :)))

      Usuń
  4. Przejęzyczeń nie ma ;), chyba, że się nie zna języka?... Marchewka coś cudnego :D...

    OdpowiedzUsuń
  5. Czasami nam się wydaje, że wiemy, co mogłoby uciszyć naszą studnię.
    Że wystarczy tyko (lub aż) zrobić To, dojść Tam, zmienić to i owo.
    Na dobrze skonstruowanej ułudzie można nawet dojechać do późnej starości ... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można na pewno ujechać daleko, ale czy z sensem ;)))

      Usuń
  6. I ja córę rozumiem, też marchewki nie lubię. Ale zuch z niej że ją tyle czasu potrafiła przechować. Ja bym nie umiała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zuch, to prawda :))) Ale mi się jej też żal zrobiło :)))

      Usuń
  7. pamiętam, że kiedyś "ciekawe" przejęzyczenie JPII też przykłuło uwagę i moi znajomi jakby przez sekundę podażali za "słowem Kościoła", szybko jednak w tej studni zabrakło wody... ale cóż czasem dla niektórych liczy się fakt, że ktoś ową studnię choćby dostrzeże.
    A marchewka, to mi prawie w poprzek stanęła jak to przeczytałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, studnia może być głęboka, a wody brak :)))

      Usuń
  8. Może to nie miało być przejęzyczenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Taaak marzenia to jedno, głos rozsądku drugie. Ciężko to czasem połączyć, oj bardzo ciężko.

    OdpowiedzUsuń
  10. Przejęzyczenie zabrzmiało dobitnie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Franciszek jest Oki widać że chce zmian w kościele i nie tylko mówi ale też i działa :D lubię go jest naprawdę oki ludzie za nim pójdą

    OdpowiedzUsuń
  12. Głos serca czy rozumu, odwieczny dylemat ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Franciszek ciut za normalny jak na kościół.. więc ja tam osobiście boję się o niego.. a marchewka... ależ ja nie cierpię od czasów przedszkola gotowanej marchewki a fuj..

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja nie cierpiałam sałaty jako dziecko, a u koleżanki zawsze jej mama kanapki nam robiła z sałatą. Więc jak nikt nie patrzył, to sałatę chowałam do kieszeni lub pod bluzkę,a później wywalałam! Nie dałabym rady trzymać jej w buzi tyle co Twoja córcia marchewkę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie :)))
      Ale chowałem jak byłem mały kotleta w ziemniakach :)))

      Usuń
  15. Ja za to nie cierpie kalafiora. Ale majac lat nascie bedac u kolezanki zostalam poczestowana obiadem, na ktorym byl kalafior. Zjadlam, ale mocno to odchorowalam. Wiecej kalafiora nie ruszylam. Czemu dzieciom tak trudno byc asertywnym?
    A Franciszek to spoko gosc - moze wcale sie nie przejezyczyl? :)))

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja też tak robiłam!
    Miałam po wyjściu z przedszkola policzki jak chomik :D
    Ale magazynowałam kotlety :P

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie ma ludzi ... "nie pomylnych" - ot życie - kłaniam się i podziwiam , taki młody a taki mądry. Twoje słowa trafiają głęboko - ja starucha Ci to mówię ....

    OdpowiedzUsuń
  18. Dziękuję... Aż się zaczerwieniłem :)))

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie potrzebie - a może to kokieteria ? Zdradź mi tylko sekrecik - czy łatwo Ci się "tak" pisze , czy musisz się bardzo starać. Przepraszam, że pytam tak " na antenie" , ale czyta się Ciebie z taką łatwością i przyjemnością. Dlatego to napisałam, nie żeby Ciebie zawstydzić. Nadal podziwiam, jeszcze mi nie przeszło. Już od dłuższego czasu zaglądam do Ciebie i sobie czytam, ale nie miałam odwagi się odezwać. Serdeczności kupę i ... nie będę rymować .. (hi, hi) tak mi się wymsknęło. Dawno, dawno temu - za górami za lasami ... lubiłam podowcipkować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, i tu też usunąłem sobie odpowiedzi, przypadkiem... Pęknie!

      W odpowiedzi: piszę tylko wtedy, gdy mam czas ;))) Serdeczności :)))

      Usuń
  20. Super tekst! podoba mi się z tym echem z głębokiej studni... Muszę tylko jedno sprostować, pomimo że nie ma to większego znaczenia... Nie wiem, kto to tłumaczył, ale po włosku cazzo znaczy ch*j... ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Bardzo mi miło, że tu zaglądasz - oby jak najczęściej :) A sekrecik - chyba zwyczajnie piszę tylko wtedy, kiedy mam coś do napisania. Stąd niezbyt duża ilość wpisów :)) A jak mi to wychodzi? Raz lepiej, raz gorzej :)))

    OdpowiedzUsuń
  22. Baranka poświęciłeś, Tato??
    No to wesołego, niech beczy i bryka ile wlezie :))

    OdpowiedzUsuń
  23. To nie takie łatwe wsłuchać się i podążać ....
    Co do przejęzyczeń - haha, znaczy, że papież ciągle jest człowiekiem...
    Pozdrawiam serdecznie, zawsze poprawiam sobie nastrój wykręcając w Twoje progi :)
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  24. No to cwaniara mała, ja bym nie mogła tyle w buzi trzymać, chociaż nieraz spałam w zupie...
    Przejęzyczenia czasem pokazują prawdziwą myśl...

    OdpowiedzUsuń
  25. Franciszek dobitnie ujął swoje myśli.. No cóż, zdarza się. :D

    OdpowiedzUsuń
  26. No to cwaniara mała, ja bym nie mogła tyle w buzi trzymać, chociaż nieraz spałam w zupie...
    Przejęzyczenia czasem pokazują prawdziwą myśl...

    OdpowiedzUsuń
  27. Napisałam obszerną wypowiedź i ja usunęłam.... grr
    Czasem jak myślimy o czymś innym niż mówimy wtrącamy słowo, które akurat w naszej myśli jest :)
    A pomysły dzieci są zawsze świetne i potrafią zaskakiwać.

    OdpowiedzUsuń
  28. Tak mi się skojarzyło:
    https://www.youtube.com/watch?v=HyAB_XOCYu4

    OdpowiedzUsuń
  29. Przez ten przypadek papież stał się ludziom jeszcze bliższy, bo nawet papieże nie są nieomylni. :)

    OdpowiedzUsuń
  30. :) hmmm, a nie wiedziałam... Jakoś sprawy Franciszka zawsze mnie dziwnie omijają ...
    Dobry tekst, będę zaglądać.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  31. Kto to wie, może zabieg był celowy by trafić w szersze grono odbiorców? Nie oszukujmy się ale Franciszek nie przypomina pod żadnym względem swojego poprzednika, ba słynie z niekonwencjonalnych metod, które nie każdemu z branży są na rękę ;)

    OdpowiedzUsuń
  32. Twoja córka to prawdziwa dama. Nie pluje marchewką po ulicach, tylko grzecznie pyta czy może oddać;)

    OdpowiedzUsuń
  33. Cazzo znaczy ch... dosłownie:) Wygadana twoja córka, ale wydaje mi się, że z tą marchewką to sobie zażartowała! Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  34. Oj nie, z marchewką nie ma żartów :)))

    OdpowiedzUsuń
  35. Internety z wszystkiego aferę zrobią. Choć papież też człowiek, może mu się wymsknęło? :D Grunt, że zwrócił na siebie uwagę, aczkolwiek wątpię, by był to zabieg celowy :P
    A córcia bardzo dzielna, trzymała tą nieszczęsną marchewkę w buzi, ale bądź co bądź zabrała się za nią, by wszystko zjeść z talerza :D Naprawdę, dzieci to istny skarb :)
    I przy okazji, gdyż jestem nową czytelniczką, to muszę trochę posłodzić autorowi :P Piszesz o dość... przyziemnych rzeczach, lecz wplatasz w to całkiem trafne i skłaniające do rozmyśleń refleksje. Do tego błyskotliwość, humor i sam styl pisania sprawia, że twoje posty czyta się z ogromną przyjemnością :)

    Z pozdrowieniami dla twoich dwóch najważniejszych dam i życzę miłego dnia ;)

    OdpowiedzUsuń